Strona:Klaudja Łukaszewicz - Pokrzywki.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wprzódy, wiedzieliśmy bowiem, że ptaszyna mieszka w naszym ogrodzie.
Na drugi dzień rano zobaczyliśmy ją znowu. Siedziała na gałązce brzozy z drugą, większą, ale zupełnie takążsamą ptaszyną.
Od tej pory gaik brzozowy stał się najukochańszem naszem miejscem przechadzek. W kilka dni potem cała nasza rodzina poszła z nami do ogrodu, aby zapoznać się z ptakami.
Ujrzawszy je rzekł do nas ojciec:
— To są pokrzywki, samiec z samiczką. Jest ich u nas bardzo dużo, nawet u nas zimują.
— Prawda, jakie to cudne, miłe, najmilsze z ptasząt? — odezwała się Irenka.
— O, tak! wesołe, rzeźkie. Często zimą im chłodno i głodno, a jednak śpiewają i skaczą, ożywiając tem śpiącą przyrodę, — odpowiedziała jej mama.
Zakrólowało lato. W ogrodzie było prześlicznie. Kwitły kwiaty, drzewa pokryły się zielenią, dnie były ciepłe i jasne.