Strona:Klaudja Łukaszewicz - Pokrzywki.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szych objaśnieniach, co to był za ptaszek i drogi nasz ojczulek postanowił pójść z nami którego dnia i naocznie się przekonać, co to być mogła za ptaszyna.
Od tej chwili, jak tylko nas wypuszczali na spacer, kierowaliśmy się ku miejscu gdzie znikł nieznany ptaszek.
Całemi godzinami wypatrywaliśmy prześlicznej kruszynki, ale, niestety, nie mogliśmy jej zauważyć. Byliśmy bardzo zmartwieni.
Dopiero, coś w pięć dni po ciągłych oczekiwaniach, znowu Wicio zawołał: Cicho! cicho!
Na złamanej brzozie siedział nasz prześliczny, czerwony ptaszek i kiwał wesoło główką.
Jakżeśmy się ucieszyli! Zdawało się nam, żeśmy ujrzeli drogiego i ukochanego przyjaciela po długiej, długiej rozłące.
Ptaszek skakał, ćwirkał, kiwał główką, aż wkońcu, tak jak i za pierwszym razem znikł w stosie chróstu.
Ale nie rozpaczaliśmy teraz tak, jak