Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZA SZYBĄ SZKLANNĄ.

Niektórzy z nas siedzą za szybą szklanną. Jest ona tak cieńka, że wydaje się, jakby jej nie było. A jednak ona jest, bo wyciągnijmy tylko rękę, a natrafimy na nią.
Widać z poza niej wszystko tak wyraźnie, jakby jej nie było. Ludzie przechodzą tak blizko, jakby nas od nich nie dzieliło nic. I gdy ręki, albo ust nie wyciągamy, możemy myśleć, nawet wierzyć, że nas nic od nich nie dzieli.
Dlaczegóż przyszłaś? Dlaczegóż przechodzisz przed memi oczyma w majestacie twej królewskiej piękności i w płomieniu mojego ukochania? Dlaczegóż przyszłaś? Wyciągnąłem rękę — — tyś nawet nie dostrzegła mego ruchu, bom już napotkał tę szybę szklanną, którą niektórych z nas los odgrodził od świata.
I ty pójdziesz dalej, a ja zostanę za szybą szklanną i będę cię widział, jak będziesz szła coraz dalej, coraz dalej i niknąć będziesz mi