Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DO ŚMIERCI.

I.

O śmierci! biała i cicha śmierci: jesteśmy sami ze sobą, we dwoje, jak para kochanków — czemuż ust nie zbliżysz mi ku ustom?
Widzę cię — siedzisz na mojem łóżku, z którego przed chwilą wstałem, biała, cicha, w białe muśliny owiana, z różowemi ustami i pełnemi uśmiechu błękitnemi oczyma — — o jakżeś śliczna! Czy tam przyjdziesz wziąć mnie w uściski?
Dlaczegóż nie zbliżasz się ku mnie, oblubienico moja, piękna moja? Twoje włosy wonne, ich woń czuję nozdrzami, twoje ciało miękkie, ciepłe, w łukach rozkosznych gięte — — dlaczegóż niezbliżasz się ku mnie?
W oczach twoich, w uśmiechu ust twych widzę miłość i pragnienie; ty kochasz mnie i pragniesz. Dlaczegóż nie przybliżysz się ku mnie?
I tylko cicho siedzimy we dwoje, wiedząc