Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nic, tylko ta jedna melodya złota, brylantów i szafirów, ta owiej gwiazd — — a to są słowa twoje.
I są, jak zieleń łąk, jak światło słońca z dalekiej zieleni przez wodę rzucone i jak dźwięk wiecznej tęsknoty.
O upojenie! O szał zmysłów! O bezdeń!
A dusza twoja wydaje się, jak uśmiech Boga — — i cóż może być od ciebie piękniejszego, co nie jest bóstwem? I co godniejszego kochania?
Więc kochać cię chcę całą mą istotą, krwią, mózgiem, sercem, wolą, wszystkiemi siłami mojemi, wszystkim duchem moim i wszystkiem ciałem mojem, życiem mojem i aż do śmierci...
Kochać cię chcę, wielbić, ubóstwiać, sławić.
Dla ciebie chcę być dobrym, dla ciebie do wszelkiej szlachetnej ofiary zdolnym.
Czuję, jak mi otwierasz Nowy Żywot, Żywot Piękna i Dobra...
Jesteś Ogniem, który wypala ze mnie wszystko złe; jesteś Wodą, która mnie oczyszcza ze wszelkiej zmazy.
Aby ciebie być godnym, chciałbym być godnym ręki Chrystusa na czoło...
Stoisz przedemną. W twarzy twojej jakoby wiele twarzy, a w kształcie twym jakoby wiele kształtów. Jesteś jedna, ale imię twoje: wiele.
Symbolu!...