Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Erotyki.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to mię nad cichy uroczny rzek
szum: wiezie zdala nasenny lek,
lub w kopiec mrówek patrzę się długo,
jak chodzą, wiją się wieczną strugą,
lub w gwiazdy patrzę i ścigam je
w wieczornym mroku, w porannej mgle“...

„Nie znasz spoczynku, nie wiesz, co sen.
Pójdź, zaprzędź palce w mych włosów len;
patrz: jam rusałka, wodna Urodna,
leśna Szumiąca, twej chęci godna,
jam z traw Wykwitła, jak kwiatów blask,
to ja zapalam słoneczny brzask,
ja muchy złote puszczam przez dłoń,
ja z gór dalekich zwołuję woń,
oh! jam Świetlana, jam Zwierciadlana,
z źródeł kryształu w posąg ulana,
to włosy moje to rzeki szum
wklęty w zaśnięty magnetyzm dum“...

„Patrz, kędy leci ten orli ptak,
patrz, gdzie na szczycie tam widać znak,
jaka go ręka, siła stawiła?
Jak cud tyś piękna, jak cisza miła,
ale ten znak mię porywa tam — —
to sztandar jakichś niebieskich bram,