Strona:Kazimierz Orłoś - Cudowna melina.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mał butelkę) i śpiewał: — „Zamiast rosy piły polską krew!...”
Muszyna, w rozpiętej marynarce, z przekrzywionym krawatem, wtórował mu. Kiedy skończyli, Rybaczyński zapłakał nagle:
— Tyle krwi, tyle krwi i po co?
Muszyna zwiesił głowę.
Ludwiś uśmiechał się zbierając ze stołu puste flaszki po piwie i talerzyki z resztkami sałatki.
W pewnej chwili wszedł do sali sierżant Olszewski. Był na służbie — pałka, pasek pod brodą, ręce założone do tyłu.
— Ciszej, ciszej, obywatele — powiedział stając przy stoliku. — Co to za śpiewy! Na ulicy słychać.
Flacha wstał na chwiejnych nogach i kiwając się lekko zaczął wygrażać Olszewskiemu palcem.
— Ty — mówił — płatny najemniku! Ty będziesz zabraniał śpiewać narodowe pieśni?
Olszewski jeszcze był spokojny. — Obywatelu Rybaczyński, uspokójcie się — powiedział.
— Precz, precz! — zakrzyczał Flacha. Rozejrzał się po sali — wszyscy patrzyli na nich. Zza kotary wyglądali chłopi z kuflami piwa.
— Niech żyje wolność! — krzyknął Muszyna.
— Obywatele, nie wznoście antypaństwowych haseł! — ostrzegł Olszewski.
Flacha chwycił go za klapy. — Gdzie byłeś w trzydziestym dziewiątym? Co robiłeś? Pewno z założonymi rękami patrzyłeś, jak wróg dławi ojczyznę!
Muszyna chwycił pustą butelkę po piwie, rozbił o kant stołu i szyjką zamierzył się na sierżanta. W tym momencie weszli funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej. Roztrącili chłopów koło kotary. Szli przez salę wolno, nie śpiesząc się — oficer i dwóch kaprali. Muszynie opadła ręka z kogutkiem.
— Ładnie to tak, obywatelu, ładnie? — spytał ofi-