Przejdź do zawartości

Strona:Kazimierz Laskowski - Nad grobem dobrego człowieka.djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

z wysłaniem prenumeraty; nazwisko pana Klemensa jednało pismu odbiorców, przysparzało poczytności.....
I „nasz“ Junosza pisał i pisał, dwanaście godzin z rzędu nieodrywając się od biurka. Wyrastały pod piórem pisarza dworki szlacheckie, winem obrosłe, chłopskie strzechą kryte chaty, żydowski kramik; toczyła się po biurku najtyczanka lub biedka pachciarska... Junosza pisał, pisał duszą, malował to, co ukochał, i dla tych, których ukochał.
I tak płynął rok za rokiem. Zapowiedzi redakcyjne świeciły nazwiskiem Klemensa Junoszy; na pułkach księgarskich pojawiał się coraz to nowy tomik autora „Łaciarza“, szła w świat, w wiejskie zakątki, nawet w kmiece sadyby, książka pana Klemensa, miłym gościem witana, chwytana z rąk do rąk, jako pokarm zdrowy, płód wielkiego talentu, okraszony niezrównanym swojskim humorem. Szła „dobra“ książka między ludzi, a pan Klemens pisał w dalszym ciągu, aby nowym zapowiedziom prospektowym zadość uczynić.
Dziś te same pisma, co w odcinku drukowały „powieści Klemensa Junoszy“, rozniosły żałobną wiadomość:
Junosza nie żyje!
Pośmiertne wzmianki opiewają: żył z literatury; ekspertyza lekarska dowodzi, że zgasł na paraliż serca.
Nieprawda!
Umarł z literatury, z nadmiaru pracy, z fizycznego wyczerpania! Zmarł w 48 roku życia po napisaniu ośmdziesięciu tomów powieści na chorobę, co się troską o jutro zowie, jak ów żołnierz, co nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął...“
A wiecie, jakie były pragnienia, o jakiej tęczy nad głową na stare lata marzył?
Kiedy przed miesiącem złożonego chorobą odwiedzając, doradzałem odpoczynek, w dużych czarnych oczach chorego przemknął smutny uśmiech, pokręcił drżącą ręką posiwiałego wąsa...
— Żeby to można? — rzekł. — Ale cóż kajdanki nie pozwalają — ukazał na pióro. — Jeszcze lat parę... jeszcze parę... Da Bóg z czasem odpocznę... Chciałbym tylko, żeby Jerzyk (najmłodszy z trzech synów) skończył szkoły... Potem jeszcze ze dwa lata popracuję, żeby choć jaki tysiąc, dwa oszczędzić i wynieść się na wieś. Kupię sobie gdzie w Lubelskiem chałupę, dziesięć morgów gruntu, kożuch barani... Będę siał... orał... na jarmarki jeździł... z żydkami się handryczył... A będzie co wolnego czasu, to będę pisał dla... chłopów.
Takiemi były marzenia o odpoczynku na stare lata polskiego pisarza, co do skarbnicy piśmiennictwa włożył na