Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Maćko nie znalazł słów odpowiedzi.
— Miły nam panie wojewodo — ciągnął król — zechciej wyręczyć nas w tej tak ciężkiej przygodzie. Tam, w drugiej izbie jest inkaust i pióro, Pójdź i napisz wyrok śmierci.
— Na kogo?! — zapytał Maćko.
— Powiedzą ci — tam!
Drzwi wskazał...
Maćko musiał spełnić rozkaz królewski — i wyszedł za wskazaniem ręki pańskiej.
Zaległa ogromna cisza. Przyboczni króla patrzyli rozszerzonemi od zdziwienia oczyma w twarz jego, nie pojmując nic; Maćkowi towarzysze zaparty oddech w piersiach mieli.
Nagle z komnaty, do której wojewoda wszedł, doleciał szmer głuchy, łoskot tępy, brzęk oręży, straszliwe mocowanie się jakieś i Maćka krzyk...
Towarzysze Borkowica trzasnęli w szable i do wyjścia się porwali, chcąc na ono wołanie rozpaczne pospieszyć, ale król krzyknął: