Strona:Kazimierz Gliński - Ostrzeżenica.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Na zapicie robaka!
— Po sprawiedliwości — kmieć odparł. — Aaa... królewska!
I zaczęła się uczta.
Zwierzęcy instynkt głód gościa przygłuszył rozpacz i ból. Chłop jadł za trzech, za czterech popijał, stukał czarką o czarkę króla, mówiąc:
— Poczciwy z ciebie człek, panie odźwierny, niech ci Pan Jezus dobrotliwy koronę i panowanie da!
Król oczu nie spuszczał z kmiecia, pod powiekami zakręciły mu się łzy — wtem brwi zmarszczył i szepnął w duchu:
— Borkowic!...
Kmieć szept dosłyszał:
— Królewską łaskę ma i odźwiernych w złocie a srybrze, nie tak, jak wy, wyglądających. A niema dnia, kiejby kogo na drodze nie złupił, a co u niego w piwnicach zatraceńców siedzi, to nie wiemy, czy sam król ma tyle — hej!...
— U króla więzienie puste...