Strona:Kazimierz Bukowski - Władysław St. Reymont. Próba charakterystyki.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


III
POETA ZBIOROWOŚCI. — DROGA DO EPOPEI

Kiedy oczy Reymonta nasyciły się rzeczywistością, kiedy wyobraźnia jego, kłębiąca się od tłumu postaci, uczuła gwałtowną potrzebę wyrzucenia ich z siebie, kiedy wszystko, czem nasiąkł jego wrażliwy zmysł obserwacyjny, domagało się realizacji artystycznej, chwycił za pióro i zaczął pisać. „To samo życie” — powiada Adam Grzymała Siedlecki — „ta sama rzeczywistość, na której się urabiał jego mózg, krzyknęła mu, jak z krzaka gorejącego głos: „Mów o mnie!” I runęła na świat ta twórczość, ani chcąca wiedzieć o żadnej innej literaturze, wydobyta wprost z siebie, a cudem jakimś nie pędząca na manowce, ni też reformatorska, lecz wyłącznie klasyczna, w duchu polskich tradycyj poczęta”.
Chwilę powstania pierwszych swoich utworów opisał Reymont jednemu z krytyków. Był wtedy „praktykantem kolejowym z pensją dwunastu rubli na miesiąc”. Pilnował robót na plancie i dokonywał przytem prac, na których nie znał się wcale. „Wśród głodu i chłodu” — opowiadał Reymont — „siadałem w rowie i kiedy woda podmywała mosty, których budowy pilnowałem, pisałem sobie sub Jove crudo na kamieniu i murawie „Śmierć”, „Franka”, „Oko w oko”, „Zawieruchę”. Most jeden