Strona:Kazimierz Bukowski - Władysław St. Reymont. Próba charakterystyki.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


opowiadania brata gimnazisty, starszej siostry, która wyszła zamąż i mieszkała w Warszawie i takie cuda mówiła o życiu tamtem, o świecie, iż wypłakiwałem się nocami z żałości i rozpaczy, że muszę żyć tak szaro, źle, nudnie!
Zdawałem w następnym roku do wstępnej klasy, do łódzkiej szkoły — nie zdałem. Cała tragedja wstydu i żalu!
Za długoby było opowiadać, za wiele... dość, że zakochałem się po raz pierwszy mając coś z 9 lat. Zakochałem się w 26-letniej pannie X, a ukochałem z całą pasją. Jak sobie teraz przypominam, była to miłość na mój wiek nienormalna, bo ze wszystkiemi pętami męskiemi. Krwawo ją odpłakałem. Zacząłem pisać pierwszy wiersz na cześć ukochanej, a że w tym czasie czytywałem różne wojenne historje i wyprawy z siostrami, zacząłem je opisywać na wzór Cezarowych komentarzy, które miałem w tłumaczeniu i w których się zaczytywałem. A potem? Potem przyszły lata włóczęgi, przeganiania ze szkoły do szkoły, bo nigdzie nie mogłem wytrwać. Oddawano mnie do rzemiosła — nie wytrwałem, i do handlu — uciekłem, i znowu do szkoły — nie wytrzymałem.

Sześć lat jakieś przeszły; skończyło się na tem, że policją warszawską wyrzucili mnie z Warszawy i drogą administracyjną skierowali na rok siedzenia do rodziców. Miałem wtedy lat osiemnaście. Rodzice już mieszkali gdzie indziej. Kupili młyn z paru włókami ziemi przy samej drodze kolei W. W.[1] między stacjami Baby a Rokiciny. Mieli się już znacznie lepiej. Kilka sióstr było zamężnych. Brat starszy, że go wygnali z kijowskiego uniwersytetu, z 3-go roku medycyny, został aptekarzem. A ja byłem żywą raną rodziny; płakano, że

  1. Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.