„Biada zwyciężonym!“ brzmiały nam w uszach słowa „samarytanina“ — biada! powtarzał las, krakały kruki, szumiał wicher, nogi i ręce odmrażając nam do kości...
Szliśmy powoli, coraz wolniej, wreszcie przednie szeregi chwiać się poczęły, powstrzymując cały oddział.
— Równaj się!
Komenda zrobiła swoje, lecz nie na długo — wkrótce znów powstał zamęt. Musieliśmy przerwać pochód.
Pozwolono nam wypocząć i zjeść, gdy kto miał zapasy. Takich szczęśliwych było nie wielu, podzielili się jednak z towarzyszami. Gdy ruszyliśmy w dalszą drogę, odezwały się szepty: — został — nie chce iść dalej.
Nie chce? O Zbawicielu, któżby sam pragnął zostać?!
Na śniegu leżał szeregowiec blady śmiertelnie, z oczami przymkniętemi jak do spania. Otoczyliśmy go kołem; ktoś znalazł wódkę w manierce i do ust mu przysunął.
Wzdrygnął się z obrzydzeniem, a następnie oczy otworzył. Te oczy łagodne, dziecięce, przypominały nam „samarytanina.“
On już nikogo nie poznawał, chociaż niby patrzał. Miał widać przed sobą inne widoki, inne obrazy, bo śmiał się do nich — Susette, Nanor... powtarzał radośnie — oh, Susette! Wyciągnął ręce niby do uścisku, jeszcze raz się uśmiechnął i szepcząc z wielkim ukontentowaniem, skonał. Nie mogliśmy go pochować, jak należało. Ziemia była zmarznięta, przeszkadzał też brak narzędzi.
Mogiłą Florjana został śnieg. Martwe jego zwłoki, nakrywszy śniegiem, z brył twardych jak kamienie zrobiliśmy mu grobowiec, zakończony krzyżem. Pracowaliśmy w milczeniu i z trudnością — rozgrzało nas to jednak trochę. Tymczasem dzień się zrobił jasny, słoneczny i mogiłę śniegową oblał takim blaskiem, że błyszczała, jak srebrna.
Sierżant Borel, który najbardziej zawsze wyśmiewał „kazania samarytanina,“ stał długo przy mogile i coś tam majstrował. Gdy zabrzmiała komenda: „w drogę!,“ spojrzałem raz jeszcze: pod krzyżem z gałązek świerkowych ułożone widniały słowa: „litość i i miłosierdzie.“
Temi słowami Borel oddawał ją zwycięzcom.
Kto wie, może uszanowali święte hasła zacnej duszy zmarłego, może gdy śnieg stopniał, śmiertelne szczątki Florjana pochowali na cmentarzu!...
