Przejdź do zawartości

Strona:Karolina Szaniawska - Joanka.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

taką byłam i jeszcze być mogłam, a teraz przepadłam. Ani pieniędzy ani sukien, wszystko poszło — darli ze mnie skórę... Kiedy przestałam płacić, bo nie było z czego, baba przywiozła mi dzieciaka i rzuciła... Wam, co macie dach nad głową, zarobek bez trudu i chleb spokojny, łatwo kazania prawić, nauki innym dawać!... Jabym was prędzej nauczyć mogła, jak się znosi biedę i wytrzymuje — bo sama znosiłam, bo wytrzymałam. A kiedy już nie mogłam, kiedy uczułam, że dalej nie dźwignę — chciałam umrzeć. Bodaj wam tak skonanie było trudne za waszą pomoc.
 — Przestań! zawołała maglarka, chwytając rękę dziewczyny. Chcieliśmy ci zrobić jak najlepiej — kto mógł duchem świętym odgadnąć, co w twojem sercu jest i czego pragniesz. Byłaś umierająca, z małem dzieckiem, w sieni na mrozie... Każdy wzruszyłby się taką dolą.
 — Co mnie lepszego czeka? krzyknęła chora. Zawadzać tutaj, aż sami wypędzicie — potem iść gdzie oczy poniosą i przepaść jak kamień. Nawet trucizny nie kupię bo grosza nie mam — rzekę mróz ścisnął i tam nie znajdę śmierci... Oh! bodaj wam tak skonanie było trudne, jako mnie teraz i mojemu dziecku!
 — Dziecku? powtórzył Szymon — co ta kobieta wygaduje?
 — Chcesz dziecko zabrać? porwała się Szymonowa — zabrać Joankę? Na to, jak mi Bóg miły nie pozwolę.
 — Dziecko zostanie u nas, rzekł Szymon — przyczem uderzył pięścią w stół, udając wielką pewność siebie, lecz głos mu drżał ze wzruszenia i strachu, że może spotkać się z odmową.
 A nuż ta szalona porwie małą — udusi — lub w jaki inny sposób uśmierci?... Z takiemi nie ma żartów.
 Chora nagłym ruchem siadła na łóżku. W pięknych jej oczach odbiło się zdumienie; wlepiła je w Szymonowę, lecz nie rzekła nic. Szymon mierzył młodą matkę wzrokiem niespokojnym — ręce mu się trzęsły.
 — Odpowiedźcie, rzekł po chwili, nie mogąc wytrzymać dłużej. Kto słyszał patrzeć na człowieka jak na raroga! toć mówimy po chrześcijańsku, po katolicku. Dziewuszka może zostać, a i was nie wyganiamy przecież. Trzeba żebyście trochę sił nabrali, to poszukacie zarobku.
 O, moi złoci! krzyknęła kobieta kryją twarz w dłoniach — prawda-ż to!... Nie, ja śnię chyba, lub w gorączce jestem.
 — Cóż znowu! Wszak i mój mówił i ja powiadam...

 — Umyśliliśmy dziewuszkę wziąść za swoją[1] dodał nieśmiało Szymon.

  1. ↑ Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; brak znaku przestankowego — przecinka lub myślnika.