Przejdź do zawartości

Strona:Karolina Szaniawska - Do zgody.djvu/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

ku i Kocich łebkach, u hrabiny. Zaskarżę o potwarz — świadka mam. Bieliznę to raz jeden wzięłam na pół godzinki do fotografji, bo pan Kacper powiedział, kiedy szliśmy we dwoje, że trzeba elegancko się ubrać i wszystko świeże mieć, a moja bielizna wisiała na strychu mokra, mokrzusieńka!.. Co zaś do bucików, przysiądz mogę nie raz, lecz sto razy. Pani sucha jak wiórek, nożyska płaskie, długie, — a moje — proszę patrzeć — co?.. Aha! i sędzia zaraz — by się poznał — na to nie koniecznie potrzeba być szewcem. Kacper prawdę mówił, żeby ją zaskarżyć — słuszną racyę miał.
Niechby posiedziała w kozie, to się nauczy po ludzku sługom świadectwa pisać, ropucha szkaradna!
Żeśmy się pobili w kuchni... o! to już nieprawda! Miałam sprzeczkę z Kacprem u tej na Nowolipiu raz jeden, jedyny. A o co?.. O spaloną pieczeń. I kto był winien? Nie ja tylko pani.
Wysłała mnie po piwo; (gdy cokolwiek w gębę weźmie, musi zaraz piwskiem popić)... Zapowiedziałam żeby stała przy kominie, bo pieczeń się spali... Wracam — kuchnia pełna swędu — dym aż dusi... Mój narzeczony takiego mięsa nie lubi, więc mi naurągał, że jestem damą od Maksyma, ja mu zato od Ahaszverusów i luminarzy. Trochę mnie poturbował, bo mu luminarz dopiekł, jako stary łajdak i rozpustnik, co w jego famielji z dziada pradziada nie było. Ledwieśmy się nie rozeszli — bo choć ja więcej Ahaszverusa bojąca, Kacper z tego się śmieje, a za luminarza gotów prać.
On swój honor ma, trzeba pani wiedzieć!.. Dużo się w tedy na martwiłam i zaraz odeszłam ze służby, bo w innym domu nie byłoby przyszło do takich awantur. A ta mi jeszcze nachlastała w książce!.. Gdzież sprawiedliwość i gdzie racya? To napisanie żadnej słuszności nie ma, więc nie powinno się liczyć. Postaram się w kontroli żeby je pan naczelnik wykreślił, a pani niech nie zważa, słowo honoru. Że na wieczorek suknię paniną wzięłam?.. To ta głupia z Włodzimierskiej! Insza wcale — by nie wspomniała. Wielka rzecz dopiero!.. Suknia starota, jeszcze po prababce — trochę tylko przerobiona na jakiś bal „kostyumowy“ dla panienki. Za króla ćwieczka była modna — cała błyszcząca i ciężka. Postawić ją to stoi jak drewno — ktoby dziś taką suknię nosił!.. I cóż jej się stało? trochę przybrudziłam, ponieważ srodze ogoniasta, a w suterynach salonów nie mają i przed zabawą froter kurzu nie wydmucha, jeno się pomieścić trochę i — już. Odrobinę przepociłam — i to nie ja — słowo honoru!.. Cóżem winna, że kawalerowie mają ręce brudne?.. Jak który w pół