Myślałam już do domu wracać — bo co zrobię? Nigdzie przez miesiąc miejsca nie zagrzeję, kiedy tak. Lepiej iść do dworu, na wieś. Dopiero mnie jedna „młodsza“ nauczyła:
— W paszporcie może twoje imię być, a wołać każ siebie jak ci się podoba i skutek.
Nie wiedziełam że to wolno.
— Ojoj! wszystko wolne. Ja Marcyną jestem — jedna pani z teatru Genią mnie przezwała — Eugenją — gdyby dziś kto zawołał po dawnemu anibym się obejrzała, tak przywykłam.
Zgodziłam się za Eugenję do kuchni, później do pokoju — ale teraz jeśli pani wszystko jedno, wolę być Ireną. Będzie pani wołała: Inka.
Czemu tak?.. Bo w złoto runie (choć nie wiem, co tam runęło, bo nic nie było słychać), jedna śliczna pani, co porzuciła męża, bo się zakochała w młodym panu za to, że jej pokazał białe pawie, tak mi się podobała okropnie, że chcę na jej pamiątkę Ireną zostać.
Często w teatrze bywam!.. A jakże!.. Narzeczonego mam — pięć lat w Warszawie! — jeszcze bym nie wiedziała gdzie pójść i na jakiem miejscu usiąść. Chodzimy we dwoje, a siadamy wysoko — Nad wszystkimi. Można szczerze się naśmiać i ubawić czasem to dla żartu łysiny liczę — co który pan — to łysy — niby młody, a goluteńki, jak dynia (śmieje się). Pocałować się tam można, choć narodu pełno — my widzimy każdego, nas nikt prawie. Doskonałe miejsce; mogę panią zaprowadzić.
Świadectwa? A ma pani w książce całą kopę. Jest się czem zabawić i naśmiać do sytości.
Zadatek wezmę — owszem. Pani zdaje się niezgorsza, a i to dobrze że froter przychodzi — i praczka. Że dziecisków tylko dwoje, bardzo państwu chwalę, bo z gromadą koszt i kram. Niedzielę mam mieć zawsze wolną — mówi pani?.. Naprawdę gdyby nie sprzątanie i gotowanie zaraz od poniedziałku, byłoby całkiem dobrze dla sługi u państwa. (po chwili) Co?.. Żem harda!..
Wiem już, wiem!.. To ten stary trup z Mokotowskiej. To opera — nie pani! czyste komedyje!.. Powiada, że nastaną kiedyś maszyny, co będą robiły wszystko w domu — zamiast sługi, każdy maszynę przyjmie i — koniec... Niech pani sama powie, co taka napisać mogła i kto — by na nią zważał. Klepki jej się pomieszały — waryatka!
Że bieliznę jej nosiłam i buciki, tamta znowu pisze. Kłamstwo! wierutne kłamstwo! — jakem dziewczyna uczciwa i ojciec mój nie pierwszy lepszy, a matka była za pannę w Żabim most-
Strona:Karolina Szaniawska - Do zgody.djvu/3
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.