Strona:Karol du Prel - Zagadka człowieka.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

nie; możemy go pomyśleć poza prawami przyrody lub też w nich samych. Jest rzeczą pewną, że gdzie rozwój, tam rozum świata; jest również rzeczą pewną, że chcieć go bliżej określić jest zadaniem nadludzkiem.
Jeżeli zaś spojrzymy na świat ten, pełen cierpień, niejako na środek ku niewiadomym celom, lecz jako na cel dla siebie samego, to zaprawdę musielibyśmy orzec, że mistrz chwali swe dzieło, ale nie dzieło mistrza. Wszystko będzie dobrze — wierzyć w to ludzie mają najzupełniejszą racyę; wszystko było dobrem — to może się odnosić do świata transcendentalnego, poprzedzającego proces materyalizacyi; ale, że wszystko jest dobrem — pogląd optymistyczny, wypowiedziany o świecie walki o byt, jako cel samoistny, byłby pomysłem bezbożnych, dającym się objaśnić tylko ślepotą lub okrucieństwem jego rzeczników. Kto jest miłosiernym, ten zgodzi się z pesymizmem ziemskim; lecz pesymizm ten — pogląd na świat uprawniony ze stanowiska osobowości ziemskiej — staje się optymizmem transcendentalnym ze stanowiska rozwoju, którego cel leży poza fazą świata materyalnego.
To, co powiedziano o świecie, stosuje się i do nas. Gdy nasz byt, nawet nasz los są naszem dziełem, którego cel jest metafizycznym, wówczas optymizm transcendentalny może być słusznym i śmierć wtedy dopiero ukazuje się nam we właściwem świetle. Śmierć dla istoty, której treścią jest wola życia, byłaby faktem wołającym o pomstę do nieba, gdyby jej towarzyszyło unicestwienie; życie ziemskie, które jest prawie niedolą ziemską, byłoby dla istot, które mają nieprzeparty pociąg do szczęścia, okrucieństwem przewrotnem porządku przyrody, gdyby nie służyło celowi wyższemu, dobru naszej własnej istoty.