Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żebrak. Wczoraj wyjechałem z Berlina. Gdyby nie poczciwy młodzieniec, także Górnoślązak, którego poznałem w Berlinie, bylbym musiał pieszo wędrować kilka tygodni, lecz poczciwy Kazimierz zapłacił za mnie kolei.
Barbara. Kazimierz!? I my mamy w Berlinie syna, któremu także Kazimierz.
Żebrak. Kazimierz, którego ja poznałem, jest zarządcą wielkiej fabryki, pobożny i uczciwy chłopak.
Czarniecki. I nasz syn był pobożny, lecz teraz...
Barbara. Podobno zapiera się wiary.
Żebrak. Ten Kazimierz pochodzi z rodziny Czarnieckich, a już nazwisko jego daje mi rękojmią jego poczciwości.
Barbara. Boże!... to mój syn!...
Żebrak. Ciesz się, matko, z takiego dziecięcia.
Barbara. Lecz przestraszył nas ktoś, że się przeniewierzył Kościołowi i bierze sobie niekatoliczkę.
Żebrak. Był w niebezpieczeństwie, lecz twój medalik z Matką Boską Częstochowską, a raczej Najświętsza Panna nie dała mu upaść.
Czarniecki. A więc to mój syn porzucił zamierzane małżeństwo?
Żebrak. Z tego niebezpieczeństwa wybawił go dzwonek świętej Jadwigi.
Barbara. Dzięki Bogu! jakże się to stało?
Żebrak. Już był zezwolił na to, że przed ślubem każe się wpisać w księgę innowierców. Wstydząc się uczynić tego we dnie, wieczorną porą szedł do pastora, a właśnie w tej chwili koło kościoła św. Jadwigi, kiedy na wieży ode-