Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gałka. Cóż się tu długo namyślać? dziewczyna jak malina, przytem bogata. Trzymaj szczęście, kiedy ci się samo ciśnie do ręki.
Kazimierz. Bez rodziców nie mogę uczynić tak ważnego kroku.
Gałka. Cóżby rodzice przeciwko temu mieć mogli? O zezwoIenie rodziców ja się postaram, a ty nie czekaj wieczora, lecz bierz kiedy pora.
Lehman. Okropne poniżenie dla ojca wpraszać się ze swem dziecięciem, kiedy hrabiowie starają się o jej rekę. Kazimierzu! czyż możesz żądać większego upokorzenia?
Gałka. (trącając Kazimierza). I cóż czekasz?
Kazimierz. Jeżeli się to zgadza z wolą rodziców, przyrzekam panu Lehmanowi, że całe życie swoje skieruję ku uszczęśliwieniu Herminy, aby się przez to odwdzięczyć tobie, szlachetny panie. Wyznaję ci szczerze, że od pierwszej chwili Hermina była jedyną, na którą moje oczy ciągle patrzeć chciały, do której serce moje przylgnęło i która cała moją duszę zajęła. Nie możesz przecież panie mieć tego za złe, żem musiał ukrywać swoje uczucia. Nie równo nas Bóg uposażył; jam biedny, ona bogata, to też ta różnica stała mi w myśli tą ogromną przestrzenią, która ukochaną przeze mnie Herminę zawsze ode mnie oddzielała. Pragnąłem ją widzieć, a unikałem jej widoku; pokochałem ją wprzód może jak ona mnie, a nie mogłem jej tego powiedzieć. Zanadto szanowałem twoją życzliwość, zacny panie, abym mógł czemkolwiek zamieszać spokój twojej rodziny. Dlatego też to opuściłem nawet twój dom, aby Hermina pozbawiona mego widoku, prędzej o mnie zapomniała. Bóg chciał inaczej. Dziś, dzięki ci panie,