Strona:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gałka. (macza w occie i zawięzuje rękę). Zanim ocet obeschnie, to się rana zagoi pod chustką takiej pieknej panienki.
Wilhelmina. (do córki). Dziecię, tyś taka zmęczona, idź do swojej stancyi, prędzej się uspokoisz.
Hermina. Mnie nic nie jest ale on taki blady, potrzebuje opieki.
Lehman. Bądź spokojna, my się nim będziemy opiekować.
Hermina. On dla mnie życie na niebezpieczeństwo wystawił, uznaję za świętą powinność pielęgnować jego rany dla mnie poniesione.
Lehman. Hermino!
Gałka. Dajcie spokój. Gdy ciężko chorowała. Kazimierz przyczynił się do jej wyzdrowienia, pozwólcie jej się odwdzięczyć.
Kazimierz. Rozczula mnie wasza troskliwość, nie jestem tak słaby, pozwólcie mi wracać do domu.
Hermina. To pan Kazimierz nie przyimuje mojej usługi?
Gałka. (ciągnie Lehmana i Wilhelminę na stronę, półgłosem). Nie sprzeciwiajcie się, niech go pielęgnuje; ja wam tymczasem odkryję przyczynę choroby waszej córki i podam jedyne lekarstwo, które ją uleczyć może.
Lehman. I cóż było przyczyną choroby?
Gałka. (tajemniczo). Córka wasza cierpi na sercową chorobę.
Wilhelmina. A wy znacie na to lekarstwo?
Gałka. Tylko Kazimierz tę chorobę uleczyć może, bo on jest jej przyczyną.
Lehman. Nie rozumiem pana.
Gałka. Córka wasza zakochała się w Kazi-