Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


go w przygody dnia. Na to samo miejsce, gdzie podówczas zawróciliśmy, powróciliśmy także i teraz, jadąc dokładnie tą samą drogą, którą owego dnia przebyliśmy. Halef przypomniał teraz, iż tutaj dostrzegł we mnie pierwsze oznaki dżumy. Po chwili dotarliśmy do miejsca, gdzie odnaleźliśmy ciała drogich nam zamordowanych. Zatrzymaliśmy się tutaj dłuższy kawał czasu.
Poczem podążyliśmy dalej w kierunku wieży, nie bezpośrednio wszakże, lecz objechaliśmy ją z południowej strony, i przybyliśmy akurat w największy skwar nad małą wodę, której brzeg przez dłuższy czas służył nam za obóz szpitalny, albowiem zaraza nie oszczędziła wówczas i Halefa. Ponieważ znajdowała się tutaj niegęsta wprawdzie trawa, zeskoczyliśmy z koni, aby im dać odpoczynek, sami zaś gawędziliśmy o tych smutnych dniach, któreśmy tu przeżyli. Następnie ruszyliśmy do ruin, u stóp których zgotowaliśmy wówczas zmarłym ostatni ziemski spoczynek[1].

Zbyteczne nadmieniać, że mój mały żywy

  1. Wspomnienie z czasu pierwszej podróży z Bagdadu do Stambułu Kary ben Nemzi z Hadżi Halefem Omarem.
93