Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nym nocnym ptakom powtórne zagnieżdżenie się tutaj. Także otwór, przez który wleźliście, musi być zasypany. Szajkę przemytników również rozsadzę, nie prochem t. ;j. surowością, lecz dobrocią, która jest rzeczą mądrą, jak się o tem wkrótce przekonasz. Teraz natomiast wyjdźmy znowu na światło dzienne. Muszę tam wykonać porządną robotę. Dałeś mi do niej normę postępowania: krew za krew.
Czy wypowiedział temi słowy mój rzeczywisty pogląd, to mnie narazie nie obchodziło. Przekazałem mu wszystko i z zadowoleniem wycofałem się z kierownictwa całą sprawą. Co miało dalej nastąpić, nie było już naszą, lecz jego rzeczą. Moja i Halefa robota była ukończona.
Gdy wróciliśmy do obozu, bimbaszi zameldował, że wyznaczone cięgi zostały wymierzone. To oznajmienie było zresztą całkiem zbędne, gdyż oko już nam powiedziało, co się tutaj działo.
Teraz, przedewszystkiem, uprzątnięto z kanału trupy jedenastu Persów i sprowadzono je. Ich wygląd był tu, w świetle dnia, okropniejszy, niż tam, w ciemnym kanale. Na surowem nieruchomem obliczu paszy malowa-

88