Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Tu znowu znać Karę ben Nemzi! Wzruszyłeś mnie. Twój stary dzielny przyjaciel nietylko otrzyma to, co mu zabrano, lecz pomyślę również o nim i pod innym względem; porozumiem się w jego sprawie z paszą z Bagdadu. Kwotę, jaką mu zrabowano, posiadamy; wręczyłbym ci ją natychmiast, ale wszak złoto jest ciężkie i nie będziesz mógł się z niem wlec.
Halef szybko wtrącił:
— Wlec? Dlaczegóż nie? Mamy wszak konie. Gdybyś dam dał nawet całą skrzynię, moglibyśmy ją też zabrać. Spróbuj tylko! Leży dokoła dość płótna, w które moglibyśmy złoto zawinąć. Natychmiast zrobię pakunek!
I rzeczywiście. Wkrótce, w ciągu paru minut zaledwie, pięć tysięcy tumanów leżało odliczonych i zapakowanych, a generał, którego rozśmieszyła gorliwość Halefa, poprosił mnie, abym mu natychmiast doniósł, gdyby się okazało, że suma zrabowana jest inna, aniżeli kontowana w księdze. Poczem ciągnął dalej:
— Ja, oczywiście, uprzątnę tu wszystko. Następnie przy pomocy prochu uczynimy miejsce niedostępne, ażeby uniemożliwić podob-

87