Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stosunki. Droga do Stambułu jest daleka i to co ja chcę darować komuś, kto na to rzeczywiście zasłużył, nie powinno po drodze zniknąć w rękach osób całkiem niepowołanych.
Miał słuszność. To też Halef nie wzdragał się; szybko schował branzoletę do kieszeni, poczem naprawił tę nieco zbytnią gotowość, obsypując paszę wyrazami wdzięczności. Osman zwrócił się również do mnie z propozycją, bym sobie wziął jaką pamiątkę; odmówiłem jednak. O tem, że wziąłem obraz, zamilczałem, w przeciwnym bowiem razie byłbym zmuszony podać przyczyny mego postępku. Nie uważałem tego wszystkiego za własność padyszacha, lecz za dobra tymczasem bezpańskie. Kiełkowało we mnie niejasne przeczucie, że podobizna Dżafar-mirży przysporzy mi jeszcze korzyści w trakcie mej podróży. Miałem niepłonną nadzieję, że uda mi się go spotkać w Persji; chciałem wtedy zapytać go o łączność z sillanami, to też nic sobie nie robiłem z tajemnego przywłaszczenia portretu księcia perskiego.
Zwróciłem teraz uwagę paszy na księgę buchalteryjną. Wyraził zdumienie ze znalezienia jej i jął przewracać uważnie kartki. Księga

85