Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Wasze szczęście! Ja dotrzymam słowa. A jeżeli rzeczywiście okażecie się szczerzy, będę miał dla was jeszcze jedną dobrą nowinę.
Teraz miał pasza dosyć czasu, ażeby się dać przeze mnie oprowadzić. Nikt, prócz Halefa, nie powinien był nam towarzyszyć. Kiedy wspinaliśmy się na pagórek, my obaj zprzodu, a pasza za nami, Hadżi zapytał mnie tak, by oficer tego nie usłyszał:
— Czyś mu wszystko opowiedział, sihdi?
— Wszystko, co musi wiedzieć, nic poza tem. Nie mów mu więc nic o sillanach, o naszych pierścieniach i o innych tajemnicach „cieniów“.
— Będę się pilnował! Ciekaw jestem, czy pasza odkryje wejście.
— Gdzie tam! Jestem przekonany, że nie odnajdzie tego miejsca. Inne oczy są do tego potrzebne, niż jego.
Okazało się, że miałem rację. Kiedyśmy przybyli na górę i powiedziałem generałowi, że znajduje się wpobliżu szczelnie zamkniętego otworu, szukał dłuższy czas, nie mogąc wszelako znaleźć wspomnianego miejsca. Zniecierpliwił się wreszcie i rzekł:
— Człowiek, który dopasował te cegły,

79