Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pan zaciska pięści! Strach mnie bierze! Ależ uspokój się pan! Znam pana, i ani przez myśl mi nic przeszło, ażeby pana chcieć obrazić lub skrzywdzić. Dobrześ wszystko uczynił i zarządził, i wszystko ma być wykonane. Mieszkam w rezydencji kalifa, przeto wybaczy mi pan, żem wspomniał o sędzim i odpowiedzialności. No, czy się już pan udobruchał?
— Całkiem zbyteczne pytanie! Musiałem brodzić w moralnem błocie, i kiedy go nie traktuję jako coś pięknego i wzniosłego, lecz jedynie jako brud, to jest to zwykle moje ludzkie prawo. Zresztą, kiedy już mówię o tak wyśmienitym „materjale“, muszę panu wspomnieć również, że odkryłem nietylko brud, lecz także i skarbiec, którego wartość można, według wszelkiego prawdopodobieństwa, ocenić na setki tysięcy.
— Skarbiec? Jak pan to rozumie?
— Rozumiem to całkiem dosłownie, a mianowicie składający się z kilku pokojów magazyn, w którym znajdują się różnego rodzaju towary i przedmioty. Są tam także pieniądze i drogocenne kamienie.
— Co pan powiada? Czy ma to być układ przemytników?

73