Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tak myśląc i odczuwając, jak on myśli i odczuwa. Oddychasz z ulgą po głębokim, ciężkim ucisku. Przez duszę twą przechodzi powiew życia, niespodziana wiosna, i rośnie w tobie bezgraniczne potężne i nieprzeparte przeświadczenie, że wszystko, co było w tobie ukrytą tęsknotą, przez niego się spełni. Effendi, czy pojmujesz, co mówię?
— Tak.
— Tak było ze mną, gdy cię, ujrzałem i z tobą mówiłem. Tym białymi jesteś ty. Przemyśliwałem nad tem i badałem siebie, skąd to wrażenie, jakieś ty na mnie wywarł. Nie mam twej wiary ani narodu twego, ani też twej ojczyzny. Nie jesteś, być może, taki, jak inni chrześcijanie, o których słyszałem; masz inną naturę, niż ogół ludzi, a jednak mówię sobie, że twoje oko, twój głos i mowa, że twoje wolne i odważne działanie i zjawienie się — są uduchowione i kierowane religią, która, nietylko znajduje się w twem sercu, lecz także promienieje z ciebie na zewnątrz jak światło fanu[1]. Czy mam słuszność, czy też nie, eifendi?

— Masz słuszność, słuszność w tem, że

  1. Latarnia.
67