Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


moje; nie kiedy wyście się oddalili, a myśmy się doń zabrali, wypadło nam słyszeć przekleństwa, które w piekle nie brzmią bardziej bluźnierczo. Ten człowiek jest zgubiony dla wieczności. Jeżeli się nie mylę, zabierasz się teraz w drogę na spotkanie paszy?
— Tak. Wolę nie być świadkiem ponownej egzekucji.
— Czy zdasz mu sprawę z tego, co, się tu wydarzyło dzisiejszej nocy?
— Tak.
— Więc proszę cię, effendi, pamiętaj, byś przytem o mnie przyjaźnie wspomniał!
— Chętnie to uczynię.
— Czy mogę z tego wnioskować, że jesteś ze mnie zadowolony?
— Dałeś dowody, żeś dzielny, roztropny i sumienny żołnierz; zadowolony jestem, że będę mógł to paszy powiedzieć.
— Dzięki Allahowi i tobie również! Czy mogę się tobie zwierzyć z pewnej myśli?
— Proszę!
— Często starałem się spełniać swój obowiązek i być dobrym człowiekiem; i robiło mi się niejednokrotnie ciężko na sercu, skoro spostrzegałem, że ten wysiłek szkodził mi tylko,

63