Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bicz. — Nie jestem zwolennikiem surowych kar, ale te psy zasłużyli sobie nawet na coś gorszego, niż wygarbowanie skóry. Stary otrzyma swoje pięćdziesiąt pięć, a każdy inny po trzydzieści, a jeżeli któryś z nich odważy się powołać na to, że, jako wolny Beduin, nie powinien być bity, zacznijcie jeszcze raz od początku! Słyszysz, Halefie?
— Czy ja słyszę, sihdi! Słyszę tak wyraźnie, jakgdybyś mi to zatrąbił w same uszy, przez dziesięciomilowej długości nafir[1] i jeszcze dwadzieścia razy dłuższą curnę[2]! Przekonasz się, jak skrupulatnie spełnię twe życzenie!
— Mnie nie będzie przy tem, gdyż w międzyczasie wyjadę naprzeciw paszy.
— Ach, jaka szkoda! Ale wiem, że możesz takie kary tylko kazać wykonać, sam jednak przy nich być nie umiesz. Możesz mimo to z całym spokojem się oddalić, albowiem wykonanie wyroku spoczywa w jak najlepszych rękach!

Byłem o prawdziwości tych słów równie całkowicie przekonany, jak i o tem, że podczas

  1. Trąba.
  2. Puzen.
61