Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tem był to kanał, którym doprowadzam do Birs wodę z Eufratu. Dlatego też leżał tu piach, którego ubywało, im głębiej posuwałem się wzdłuż ścian.

Zrobiłem zapewne około 40 metrów; nie miałem już piasku pod nogami, podłoga była gładka, i ubita. Nastąpnąłem teraz na coś twardego — nachyliłem się. Ręce moje dotknęły nagiego ciała. Przypominałem sobie, że posiadam świecę i kibritat[1]. Zaświeciłem i ujrzałem trupy jedenastu Persów, którym nie pozostawiono ani jednej sztuki odzieży. Aczkolwiek byłem przyzwyczajony do podobnych widoków, poczułem się wstrząśnięty do głębi. Stałem sam jeden w podziemnem kanale wieży babilońskiej, wobec nagich krwawiących trupów. Światło rzucało długie, ponure cienie, które załamywały się na strasznych obliczach. Nieznana głąb kanału wydawała się zamieszkana przez tysiące złych demonów. Przytem ten duszący, ckliwy, zabijający zapach! Nie mógł zresztą podchodzić od zwłok Persów, które były dopiero w początkowem stadjum rozkładu. Postanowiłem więc poznać przyczynę

  1. Zapałki
57