Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ślady stóp, tak głęboko wyciśnięte, że zwróciłem się do Halefa:
— Trupy zaniesiono tam, za mury.
— Dlaczego tak sądzisz, effendi?
— Ślady stóp człowieka, idącego bez ciężarów, nie odciskają się tak głęboko. Te oto są głębokie, gdyż ludzie, którzy; je wycisnęli, dźwigali zwłoki.
— Czy znajdziemy trupy?
— Naturalnie! Cielesna powłoka człowieka nie rozpływa się w eterze, jak dusza. Chodź!
Doszedłszy do celu, zauważyłem, że trop kończy się na stosie cegieł koło muru, który składał się ze spojonych asfaltem kamieni. Zsiedliśmy z koni i dostrzegli, po usunięciu kilkunastu cegieł, szeroki, wysokości przeszło metrowej, otwór, który prawdopodobnie wiódł do wnętrza. Pochylony, wszedłem do środka; nozdrza moje uderzył specyficzny zaduch, zwiastujący bliskie sąsiedztwo trupów, choćby mających zaledwie parę godzin.
Szedłem naprzód powoli, ostrożnie, badając rękoma ściany. Korytarz wiódł coraz niżej i niżej. Pod odnogami miałem piasek, ściany i sufit stanowiły jednolity mur asfaltowy. Za-

56