Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


przytem od niego wysłuchać, nie mogę ci ich powtórzyć, gdyż zawierały takie bluźnierstwa przeciw Allahowi i tak nas osobiście obrażały, że, gdybym ci je chciał podać, sambym bluźnił i obrażał. Jeszcze teraz klnie na całe gardło. Czy go słyszysz? Chodź więc ze mną! Spodziewam się, że mi zezwolisz wyjaśnić mu mój pogląd na tym jego słabym punkcie, na którym zazwyczaj siedzi. Czas najwyższy, by się dowiedział, że najmilsze są te wrażenia, które się otrzymuje na wymienionem przeze mnie miejscu!
Wymachiwał energicznie rękami, by mi wyjaśmić humanitarny sens swoich słów, i zaprowadził mnie tam, gdzie leżał, a raczej siedział Sefir.
Ten był mocno skrępowany, tak że można było pomyśleć, iż jest dlań rzeczą niemożliwą odetchnąć, mimo to jednak wył jak nieboskie stworzenie, klął i groził, co przy jego beznadziejnem położeniu było w najwyższym stopniu śmieszne. Ujrzawszy mnie, ryknął potężnym głosem i obrzucił przekleństwami, które mogły formalnie wzbudzić uczucie odrazy. Pienił się ze złości; nabrzmiałe krwią oczy nadawały jego i tak wstrętnej twarzy nie-

40