Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


prawdę, choć całkiem odmiennie ją ujmuję aniżeli myślisz.
— Jakto?
— Twój charakter tak jest pełen temperamentu, że inni muszą w twej obecności zachowywać zupełną ciszę.
— Inni? Tak, słusznie! I zaprawdę potrzebne to często, aby posiadać taki, a nie inny charakter! Effendi, tyś zbyt dobry, zbyt pobłażliwy, i gdyby nie może chwilowe interwencje, wówczas gdy braki te silniej w tobie występują, — Belad esz Szark[1] nie miałby z nas najmniejszej pociechy! Jam bowiem jest, i w tych smutnych nawet okolicznościach, twoim niezmordowanym obrońcą i przewodnikiem. — Chodźmy już jednak! Biedny Sefir gotów umrzeć tęsknoty, nie widząc nas tak długo.

Skierowaliśmy się zatem do korytarza podziemnego w kierunku niszy, w której widziałem lampy. Zapaliwszy światło, przeszliśmy przez korytarz, by po schodach dostać się do pokojów dolnych. Napotykanych po drodze worków z towarami nie oglądaliśmy teraz;

  1. Wschód.
15