Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ty okazujesz się nędzniejszym od żebraka, gorszym od psa, — nie raczyłeś bowiem ni słowem podziękować swemu wybawcy, wybawcy w ostatniej wielkiej potrzebie — w przedsionku śmierci. A więc uprzedzam cię: poważysz się raz jeszcze w mojej obecności wspomnieć o władcy swoim lub o odwadze, a wygarbuję ci skórę tak, że popęka na drobne kawałki! Jesteś dla mnie pogardzanym robakiem, obecność twoja mierzi mnie. Uczyń, abyś w tej chwili znikł mi z oczu, gdyż nie ręczę za siebie, czy już teraz nie zacznę cię okładać!
Podniósł kurbacz jak do uderzenia. Pers dłużej jednak nie czekał; odwaga, o której mówił tyle, tak go poniosła, że... wielkiemi susami zemknął co sił, nie dostrzegając nawet krawędzi ruin; lekkie poślizgnięcie i Piszkhidmet-baszi począł się osuwać po stoku rumowisk, które, raz poruszone, niby lawina obsunęły się, pociągając za sobą Persa. „Ułatwiło“ mu to zapewne ochronę przed kurbaczem.
— Ot, jak mknie szybko, choć bez konia czy wozu! — zaśmiał się Halef. — Nie bierz mi tego za złe, sihdi, ale tak niewdzięcznego łotra nie mogłem ścierpieć. Zważ, że poważy zapewne domagać się jeszcze twej pomocy

13