Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


lef i uczynił opowieść tak zajmującą, że dostojnik po upływie godzin paru zauważył ze śmiechem, iż nigdy jeszcze nie zdarzyło mu się tak długo w noc zasiedzieć, słuchając prawdziwych przygód.
Pasza żegnał oddzielnie każdego z nas. Podając rękę staremu bimbasziemu, który zjawił się w mundurze o oznakach majora, rzekł:
— Zawiadamiam cię, że padyszach, bodaj go Allah miał w swojej opiece, podniósł cię do godności mir alai’a; nominację otrzymasz w najbliższych dniach. Nie nie, — nie mnie należy się podziękowanie, lecz Karze ben Nemzi effendiemu, któremu, zdaje się, nawet władca wszystkich wiernych nie jest w stanie odmówić żadnego życzenia.
Przy tych słowach, uśmiechając się pogodnie, i mnie rękę uścisnął.
Przyjęcie było skończone; opuściliśmy pokoje, przechodząc przez długi szpaler kłaniających się nisko urzędników, aby następnie dosiąść białych osłów, które to „rumaki“ pasza kazał przygotować do naszej dyspozycji.
Niespodziewanem następstwem awansu starego był fakt, iż Halef w swoich opowia-

123