Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— No, temu życzeniu może się stać zadość.
— Kiedy, sihdi?! Dusza moja cała się rozpływa na myśl o tej rozkoszy!
— Jak go tylko wyciągniemy z podziemi. Teraz chodźmy do niego, aby zobaczyć, jak mu się wiedzie. Następnie rozejrzymy; się po sąsiednich izbach, poczem będzie go można wyprowadzić na światło Boże. Chodź, będziesz mi przyświecał.
— Ja? Czyż nie może raczej jeden z żołnierzy tego uczynić?
— Nie. Nikt, dopóki pasza nie nadjedzie, nie powinien widzieć podziemi Birs Nimrud. Dosyć, że znamy je ja, ty i Piszkhidmet-baszi.
— A więc niechaj on światło niesie!
— I on nie może, gdyż nie zabierzemy go do wnętrza. Widział i tak więcej, niż trzeba; lepiej niechaj teraz przysiądzie się do żołnierzy. Będzie zapewne rad, mogąc opuścić ciemny korytarz.
— Czy mam go sprowadzić?
— Dobrze.
Gdy razem wrócili, ochmistrz nie umiał ukryć swej radości, tak lekko zrobiło mu się na duszy, iż udało mu się już wydostać z szi-

10