Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nietylko pójdzie w cień, lecz się zupełnie zatraci przy wymogach żołądka i pracy zębów!
— A więc opowiadaj teraz, a potem będziemy jedli! Kepek nie umrze tymczasem z głodu.
Grubas odpowiedział równie głębokiem a długiem, jak i przeczącem westchnieniem, przyczem dotknął rękoma tego miejsca, gdzie pod grubą warstwą tłuszczu winien się był u niego odbywać szlachetny przebieg trawienia. Halef, nie bacząc na to, przybrał odpowiednią postawę i rozpoczął swą opowieść z miną, z której można było wywnioskować, że usłyszymy arcydzieło wschodniej wymowy.
I usłyszeliśmy je! Na tem krótkiem stwierdzeniu niechaj poprzestanę. Wspomniałem już niejednokrotnie o jego sposobie wyrażania się, więc zadowolę się jedynie skonstatowaniem, że osiągnął całkowicie zamierzony skutek. Zrywając się często, by słowa swe podkreślić energicznemi ruchami, porwał formalnie bimbasziego; a nawet Kepek, który siedział podparty o ścianę, tak przejął się opowieścią, iż, niepomny na zachowywanie równowagi, coraz bardziej obsuwał się i ześlizgiwał się, tak że, gdy Halef wreszcie zakończył swą opowieść

112