Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Pośpieszę się, pośpieszę się, sihdi! Będę formalnie skakał. Nie mam wcale zamiaru piec czy gotować, lecz zakupię jedynie takie potrawy, które będziemy mogli zjeść tak, jak je przyniosę. Będziesz więc spokojnie czekał i nic nie powiesz?
— Zgoda. Lecz pół godziny tylko, nie dłużej!
— To wystarczy; wrócę wcześniej, znacznie wcześniej! Bądź więc tymczasem zdrów i trzymaj język za zębami!
Przy ostatniem słowie był już za drzwiami, a gdy wrócił, upłynęła zaledwie połowa drugiego kwadransu; kąpał się cały w pocie — tak się śpieszył.
— Wszystko jest w kuchni! — oznajmił. — Co teraz ma być: opowiadanie czy jedzenie?
— Opowiadanie — odrzekł bimbaszi.
— Jedzenie — Zawołał grubas.
— A może jedno i drugie? — zapytałem.
— Nie jednocześnie! — prosił Halef. — Usta moje nie są wrotami, któremi możną jednocześnie wjeżdżać i wyjeżdżać. W tym samym czsie, gdy do ust wezmę kawał mięsa, nie mogę wszak wydobyć na wargi piękna mej wymowy. A poza tem, rwący potok wymowy

111