Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


łapać się w promieniejącem radością obliczu Hadżiego.
— Czy suma ta równa się pięciu tysiącom perskich tumanów?
— Tak, równa się.
— A więc słuchaj! Byliśmy więźniami Sefira...! Ja zabrałem ze sobą mój harap do wieży...! Uwolniliśmy się...! Sefira myśmy uwięzili, związali i oćwiczyli...! Musiał pieniądze zwrócić i zostanie powieszony...! Tyle tylko chciałem ci przedewszystkiem powiedzieć. Jesteśmy zpowrotem i zwalniamy cię również z przysięgi, że będziesz milczał i nie opuścisz Bagdadu; jest już teraz zbyteczna, gdyż banda została wytępiona, i nikt ci nie będzie już szkodził.
W tej chwili usłyszałem za sobą coś ciężko padającego. Odwróciłem się i ujrzałem leżącego na ziemi grubego służącego, którego ręce i nogi konwulsyjnie drżały. Upadł z radosnego przerażenia. Podniosłem go, zużywszy przytem wszystkie moje siły. Gdy tylko wstał, podbiegł do Halefa, wyrwał mu paczkę z ręki i, kiwając się jak kaczka, wybiegł szybko bez słowa z pokoju. Tłusty przezorniś chciał przedewszystkiem zabezpieczyć nervus rerum ge-

102