Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak, Halefie, nic!
— Słuchaj, effendi, to znowu to słynne miejsce w twoim mózgu, które zalepić i zreperować trzeba! Pomyśl nad tem, czegośmy wszystko dokonali, na cośmy się musieli ważyć, i jakie koleje przejść musieliśmy, zanim udało nam się tajemnice Bira Nimrudu poznać i zgłębić! I za to wszystko nie mamy nic otrzymać, nic, absolutnie nic?! Ni hamal[1], ni szaggal biljomije[2] nie pracują za darmo, my więc jedynie, my, którzy nietylko całego państwa tureckiego, ale i wszystkich innych państw najdzielniejszymi bohaterami jesteśmy, my więc mamy naszą swobodę, nasze życie wielokrotnie narażać, nie otrzymawszy za to ani jednego para z pieniędzy, których odkrycie nam jedynie zawdzięczać można? O, sihdi, tyś stanowczo zbyt szlachetny, i rycerski! Smucisz mnie tem!

— Właśnie dlatego, żem ani hamal ani szaggal biljomije, zabrania mi mój honor żądać czegośkolwiek dla siebie. Mam nadzieję, że twoja cześć nie dozwoli także, aby cię potraktowano narówni z tragarzem.

  1. Tragarz.
  2. Furman.
8