Strona:Karol May - Zmierzch cesarza.djvu/136

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Gdy Niedźwiedzie Serce zjawił się w hacjendzie, aby ją zabrać do stolicy, przypomniała sobie, że posiada ważny dokument i ku swej radości znalazła go tam, gdzie ukryła przed laty.
    Pierwsze przesłuchanie nie przyniosło rezultatu — najbliższe jednak godziny dowiodły, ze przypuszczenia Sternaua były słuszne. Bóle Józefy przeszły w nieludzkie męki. Były chwile, w których wyła jak dzikie zwierzę. Za radą Sternaua wprowadzono Corteja do celi córki.
    Cortejo był człowiekiem zaciekłym i bezwzględnym, a przecież przeraźliwe krzyki Józefy przygnębiły go i wzruszyły. Zdawał sobie sprawę, że pozostało jej zaledwie kilka godzin życia. Wina tych straszliwych godzin obciążała jego sumienie. Zdawało mu się, że trawi go jakiś jadowity ogień. Wezwany pośpiesznie ksiądz postanowił wykorzystać ten nastrój. Nakłaniał oskarżonych, aby wyznali prawdę dla uratowania duszy i oczyszczenia sumienia. Józefa, bliska śmierci, zaczęła wołać drżącym głosem, że chce wyznać winę. Cortejo poczuł, że wszelki opór byłby daremny. Zjawił się sam Juarez w otoczeniu wszystkich świadków. Zeznania oskarżonych zaprotokółowano i, stosownie do wymagań ustawy, podpisali je świadkowie.

    Przy tej okazji poruszono również sprawę drugiego testamentu, sporządzonego przez hrabiego Fernanda. Ukryła go Józefa[1]. Zeznała, że testament jaszcze istnieje i wskazała, gdzie leży schowany. Juarez natychmiast wysłał po ten ważny dokument osobę urzędową. Znaleziono testament w podanem przez Jó-

    1. Zbioru K. Maya t. 15 str. 46.
    134