Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/494

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   464   —

— Jeżeli teraz zacznę prasować, to spalę jelek[1] rozżarzonem żelazkiem. Jeżeli zaczekam, to ostygnie i wtedy również nie wyprasuję. Może mi co poradzisz? Słyszałem, że jesteś effendim, który podróżował daleko; może przypatrywałeś się kiedy krawcowi, jak to robił.
— Słuchaj, podejrzewam twojego dziada o coś bardzo złego.
— Proszę cię, zaniechaj tego! Mój dziadek — oby Allah patrzył nań w raju — był pobożnym muzułmaninem i zacnym poddanym padyszacha.
— To bardzo możliwe, ale krawcem nie był.
Artysta podniósł teraz drugą rękę, aby się poskrobać obydwoma. Przedstawiał przytem widok komicznej nad wyraz rozpaczy, ale nie odpowiadał.

— No jakże, czy słusznie utrzymuję?

  1. Kamizelka.