Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   37   —

prawdopodobnie pomiędzy nimi przyjaciela, któryby się ujął za nim.
Ułożono go więc we wspomnianej pozycyi. Osko przytrzymał go za ramiona, a Omar za nogi. W chwili, gdy Halef wyciągnął harap z za pasa, dał się słyszeć głos jakiś:
— Czy pozwolicie, żeby obito waszego naczelnika? Brońcie kodży baszy!
Kilku podobnie myślących przecisnęło się do mówiącego z głośnym pomrukiem na ustach. Przystąpili bliżej.
Podszedłem zwolna ku nim, uderzyłem kolbą o ziemię, skrzyżowałem ręce na wylocie lufy i spojrzałem im w twarze, nie mówiąc ani słowa. Cofnęli się natychmiast.