Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   197   —

— A ty w to wierzysz?
— Nie, bo nie jestem muzułmanin.
— To bardzo niebezpieczny złoczyńca. Zdaje się, że jest poddowódcą Szuta.
— Panie, przerażasz mnie temi wiadomościami.
— Ja zdemaskowałem tego Mibareka i kaza w Ostromdży uwięziła go na podstawie moich dowodów. Uciekł jednak z trzema innymi zbrodniarzami i obydwoma Aladżymi, którzy są jego wspólnikami. Znajdują się właśnie w drodze.
— Niechaj nas zatem Bóg broni!
— Szukają rzeźnika Czuraka.
— Więc trwasz przy tem, że to zbrodniarz?
— Tak. Ale nie żądam teraz od ciebie niczego, spodziewam się tylko, że mi nie będziesz stawiał żadnych przeszkód.
— Ani mi się śni. Rozkazuj!
— Nie może być, żeby wymienione osoby były już tutaj. Chciałbym to wiedzieć napewno.
— Niema ich jeszcze. W przeciwnym razie musiałbym je był zobaczyć. Rzeźnik mieszka naprzeciwko, w tym domu, który widzisz przez okno. Nie było go także w domu, bo zaledwie przed godziną powrócił.
— Czy mógłbyś go poprosić, żeby się do mnie potrudził, bo chcę z nim pogadać?
— Jak każesz. Czy mam być obecnym przy rozmowie?
— Nie. Żądam tylko, żebyś się ani słówkiem nie zdradził; bądź z nim taki grzeczny jak zawsze.
Wyszedł, aby wyprawić posłańca, którego zobaczyłem potem, znikającego w domu rzeźnika. Byłem bardzo ciekaw pojawienia się jego. Przygotowałem się na to, że stanie przedemną człowiek służalczy, uprzejmy aż do przesady, opływający w pochlebstwa. Przypuszczałem, że to ukrywacz, a nie czynny członek bandytów.
Dobyłem kopczy, którą odebrałem był gospodarzowi z Ismilan, Dezelimowi, i przypiąłem ją z przodu do fezu, odwinąwszy przedtem zieloną chustę turbanową. To samo zrobił Halef ze swoją kopczą.