Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

zaś paru tylko wie o istnieniu izb wewnętrznych; ci lokują towary wewnątrz i są w miarę potrzeby dopuszczani do innych tajemnic.
— Jak mamy się zachować? Przejście przez te kupy może spowodować hałas.
— Czuję właśnie, że na lewo wzdłuż muru zostawiono wąskie pasmo, z którego skorzystamy — ty i ja; Piszkhidmet baszi zostanie i poczeka na nas do chwili naszego powrotu.
— Kiedy powrócicie? — zapytał wymieniony.
— To jeszcze niewiadomo.
— To chyba długo nie potrwa!
— Czy będzie ci tęskno za nami?
— O, nie effendi! Znasz dobrze moją dzielność.
— Tak. A więc czekaj dzielnie. Zobaczysz nas, kiedy wrócimy — nie wcześniej!
Bera ’i Khuda — Na miłość boską! A jeżeli tu w międzyczasie coś się stanie?
— Podziwialiśmy zawsze twoje męstwo, wiemy zatem, że będziesz się mężnie bronił.
Brnąc cicho i powoli między murem a towarem dotarliśmy do wejścia. Odblask rozjaśnił się w miarę naszego zbliżania się, i zobaczyliśmy, że nastał dzień. Czas przeszedł prędzej, niż przypuszczaliśmy, w ciemnych podziemiach ruin.
Wydało mi się, że słyszę głosy. Zatrzymałem się, nasłuchując. Tak, to były stłumione

92