Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/93

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Persji, opowiem tam o jego odwadze, o tem pięknem, bohaterskiem ślubowaniu. Chodźcie!
    Chętniebym się rozejrzał po wnętrzach ruin, musiałam jednak z tego zrezygnować. Zaświeciłem i wyszliśmy z numeru trzeciego do numeru pierwszego, gdzie zobaczyliśmy schody, wiodące na korytarz. Ponieważ należało przypuszczać, że na górze znajdowali się sprzymierzeni sefira, musiałem zgasić świecę. Wspinaliśmy się poomacku po schodach i, po przybyciu na górę, ujrzeliśmy w ciemności, jaka dookoła się roztaczała, jaśniejsze błyski gdzieś w oddali. Było to wejście, stojące otworem. Postąpiłem dalej i poczułem, że jakieś przedmioty przewalają mi się pod nogami: były to, jak się przekonałem, worki, skrzynie i paki — a więc, wrzucane przez przemytników, towary.
    — Chciałbym wiedzieć, — szepnął do mnie Halef — dlaczego zatarasowuje się temi rzeczami korytarz!
    — Czy nie domyślasz się?
    — Nie. Dlaczego nie znoszono ich po schodach?
    — Dlatego, że nie wszyscy członkowie bandy przemytniczej znają izby wewnętrzne i prowadzącą do nich drogę. Większość nie wie prawdopodobnie o istnieniu tego korytarza; wolno im podchodzić do pewnego tylko punktu ruiny, do którego przenoszą towar. Nieliczni znają korytarz, do którego znoszą rzeczy,

    91