Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Usunąłem derkę żołnierza na bok, aby mu ją później zwrócić, wskazałem na widoczny otwór i rzekłem:
— Jak długo znasz tę celę, nie mając pojęcia, że właśnie stąd prowadzi droga na wolność! Ja zaś od pierwszego wejrzenia dostrzegłem leżący tutaj ceglany miał i zmiarkowałem, że tu jest okazja do ucieczki!
Wlepił oczy w kąt, nie mówiąc słowa; wydobyłem mój sztucer, pokazałem mu go i ciągnąłem dalej:
— Tej broni nie miałem przy sobie, kiedyście mnie tu wciągnęli. Skąd się bierze? Musiałem ją przecie przynieść. Jeżeli jeszcze wątpisz, to zasługujesz na większe lanie, niż to jakie dla ciebie szykujemy!
Ja Bidadullah — o, niesprawiedliwości boska! — jęknął. Jego oszołomienie było tak wielkie, że w tej chwili nic więcej powiedzieć nie mógł. Uważałem za właściwe objaśnić go dalej:
— Pomyśl także o tem, z jaką dokładnością przepowiedziałem ci przebieg wypadków. Było to możliwe dlatego tylko, że wiedziałem, iż opuszczę to więzienie wcześniej, niż przypuszczałeś. Twierdziłeś, że wogóle nie przestąpię jego progu!
W tem miejscu wrzasnął;
— Psie! Świnio! Djable! Teraz jest wszystko jasne! Nikt ci nie zdradził tego, sam wszyst-

84