Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

ciśnięte, naprężone pięści, cała drapieżna postawa, tchnęła zdecydowaniem i napięciem, którego wybuch byłby straszliwy. Mimo to spoglądałem na tego barczystego, rozrosłego człowieka ze spokojnym uśmiechem, rozluźniając pokryjomu sploty sznurów, aby ręce przygotować do obrony.
— Twój wyraz jest dla mnie nieprzenikniony — rzekł, chociaż spokój mój i beztroska były oczywiste. — Nie dostrzegam nic i nic wykryć nie mogę! Muszę się uciec do innego środka, lepszego i niezawodnego! Zaklinam cię na Allaha, albo, jeżeli jesteś chrześcijaninem, na twego Boga, abyś mi powiedział prawdę! Czy powiesz prawdę?
— Tak.
— Czy będziesz miał odwagę, jeśli nie jesteś sillem, wyznać mi to?
— Tak. Nie sądź, że się ciebie boję!
— A więc powiedz; czy jesteś wiernym szyitą, czy istotnie chrześcijaninem?
— Nie myślę dla ciebie, czy dla innej jakiej przyczyny, jakiekolwiek byłoby niebezpieczeństwo, zaprzeczać mojej wiary. Jestem chrześcijaninem.
— Allah! Prawa naszego związku wyłączają bezwzględnie uczestnictwo chrześcijanina. Nie jesteś więc sillem?
— Nie.

66