Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

z rosnącem wciąż wzburzeniem. Jeżeli to prawda, mogę cię poddać próbie. Powinienem tylko cię spytać o imię naszego najwyższego władcy, o Dża...
Po tej zgłosce urwał, bo uląkł się zdrady największej, jaką sill popełnić może. Łatwo można było odgadnąć brakującą zgłoskę imienia, tem bardziej, że przypomniałem sobie podsłuchaną owego wieczora nazwę „najwyższego władcy“, — uzupełniłem więc urwane zdanie:
— Myślisz Dżafara, emira-i-sillan[1].
— Tak, tak, jego mam na myśli. Znasz go. Wiesz wszystko, wszystko! Albo jesteś doprawdy sertip-i-sillan, i rangą wyższy ode mnie, wobec czego muszę cię zaraz uwolnić albo dzięki zdradzie zostałeś wtajemniczony, a więc szpiegiem, którego muszę natychmiast unieszkodliwić.
W rozterce, ściskając czoło rękoma, robił wrażenie zupełnie bezradnego człowieka. Naraz odwrócił się szybkim, zdecydowanym ruchem do małego:
— Poświeć mi! Światłem do niego! Muszę widzieć jego wyraz twarzy! Muszę mu zajrzeć w głąb serca!

Gdy człowieczek wykonał ten rozkaz, sefir wlepił we mnie świdrujące spojrzenie. Twarz jego była obrzękła i ciemno-czerwona, jego za-

  1. Książę ciemności.
65