Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

drogą wgórę i jąłem nasłuchiwać; wnet znalazłem się w izbie numer pięć. Nic nie drgnęło; wylazłem z otworu, a wślad za mną Pers. Badanie zrobione poomacku wskazało mi, że odnajdujemy nasz przymusowy przytułek w tym samym stanie, w jakim go opuściliśmy. Leżały tu jeszcze nasze powrozy, a z drugiej strony natrafiłem na kupę miału, wydobytego z otworu Byliśmy sami, i chętnie zapaliłbym świecę, gdybym się nie obawiał, że światło, przenikając przez szpary okrętowanego wejścia, zdradzi naszą obecność znajdującym się w sąsiednich izbach. Musieliśmy więc czynić przygotowania w ciemności.
Przedewszystkiem zasypaliśmy otwór o tyle, ile starczyło materjału; ukryłem w nim sztucer i podścieliłem na nim derkę żołnierza, którą następnie przysypałem resztą miału. W ten sposób dziurę i broń ukryliśmy przed oczami sefira. Nóż i rewolwer nie sterczały mi, oczywiście, za pasem, lecz były schowane w zanadrzu.
Teraz musiałem Persa ponownie związać; nie potrzebuję dodawać, że nie chciał na to pozwolić. Gdy spokojne perswazje nie pomogły dałem mu szturchańca w bok, które natychmiast przekonało go o konieczności mojej metody. Został dokładnie związany, jak przedtem. Potem usiadłem, owinąłem się sznurami, nie tak mocno, oczywiście, jak wtedy, jednakże

58